Teatr Lalek.
Obudziłam
się na środku rozległej, gorącej pustyni. Piasek, który przesypywałam pomiędzy
swoimi palcami parzył moją skórę i tworzył na niej zaczerwienienia. Rozejrzałam
się dookoła, nie dostrzegłam nic, kompletnie nic, na całym obszarze panowała
przeraźliwa cisza i pustka. Nie było tu żadnych zwierząt, a nawet roślin ani
jednej żywej duszy. Nagle poczułam przeszywający ból w okolicach tyłu głowy
przez co syknęłam przeciągle. Dotknęłam tego miejsca delikatnie i poczułam
włosy posklejane zaschniętą krwią. Czyli rana krwawiła tak długo, aż krew
zakrzepła. To, że czuję ból świadczy o tym, że żyję, gdybym go nie czuła to
byłabym martwa. Co ja tu robię? Czemu jestem ranna? Kim jestem? Te pytania
chodziły po mojej pustej głowie, pustej ponieważ nie było w niej nic, żadnych
wspomnień ani innych chodź by najdrobniejszych myśli. Po dłuższej obserwacji
swojego ciała i ubioru znalazłam wiele ran ciętych oraz kilka dosyć sporych
siniaków. Ciekawe czy mam je przez walkę czy po prostu skądś spadłam. Nie
wiedziałam co mam o tym myśleć. Ubrana byłam w krótkie czarne spodenki, obcisły
top odkrywający mój brzuch oraz wysokie do kolan czarne, sznurowane buty. Przy
pasku spodenek przymocowane były trzy dosyć ciężkie miecze. Na szyi wisiały
pomarańczowe słuchawki, gdy włożyłam je na uszy usłyszałam potworny pisk i od
razu je ściągnęłam. Przerażający krzyk wydobył się ze słuchawek, co to niby
miało być? Ja używałam tych słuchawek? Niby do czego? Wkurzyłam się sama na
siebie, że mam ze sobą tak beznadziejny i niepotrzebny sprzęt. Mimo tego
pozostawiłam je na mojej szyi. Utrata pamięci i pobyt na pustyni to musi być
jakiś głupi psikus losu. Bo niby w jaki
inny sposób miałabym się tu znaleźć? Tylko cholerny los mógł sobie tak to
wszystko ułożyć dla zabawy. Co teraz ze mną będzie? Ech~. Ciężkie westchnięcia
to chyba moja specjalność. Wiem tylko jedno. Jestem ranna i wszystko mnie boli.
Jestem za bardzo wyczerpana, aby przetrwać na pustyni, więc na pewno nie czeka
mnie nic innego niż śmierć, ale mam pozytywne myślenie... Ciekawe czy choć
jedna osoba po mnie zapłacze… A jak tak, to kto? Zaczęłam intensywnie myśleć
nad tym co mam teraz zrobić. Myślałam i myślałam, aż w końcu postanowiłam
ruszyć tą płonącą pustynią prosto przed siebie. Może nie był to dobry pomysł,
ale nic innego nie mogłam zrobić. No mogłam zostać w miejscu, w którym się obudziłam
i czekać na śmierć, ale niezbyt mi się chciało umierać w takim miejscu i w
takich okolicznościach. Może uda mi się dokądś dojść? Kto wie? Podniosłam się i
zaczęłam iść chwiejnym krokiem na przód. Po jakimś czasie mój krok wyrównał się
i szłam prosto, zamiast szlaczkiem. Upał
mocno dawał mi się we znaki, miałam go już dość. Po długim czasie obraz zaczął
mi się zamazywać, przetarłam je delikatnie rękoma po czym widziałam tylko
ciemność i poczułam mocne uderzenie to znaczyło, że upadłam. Były tylko dwie
możliwości co mogło się stać, a mianowicie zemdlałam ze zmęczenia albo umarłam
z odwodnienia. Leżałam i słyszałam różne
dźwięki dżungli. Tak, dżungli. Zaraz! Dżungli?! Cholera, przed chwilą byłam na
pustyni! Ta zagadka sprawiła, że otworzyłam oczy i rozejrzałam się naokoło.
Gdzie ja do jasnej anielki jestem?! To jest ogromna dżungla! Dżungla pełna
wysokich i potężnych drzew oraz niebezpiecznych zwierząt, które już się na mnie
czaiły. Rozumiem, wyczuły moją krew. Ostrożnie wstałam na równe nogi i zwinnym
ruchem wskoczyłam na pobliskie drzewo. Mimo, że wyglądała groźnie to wyglądała
również pięknie dzięki wielkim ilościom kwiatów oraz krzewów o kolorowych
liściach. To mogło znaczyć tylko jedno – umarłam. Umarłam i znalazłam się w
raju. Tak to musi być to, bo co niby innego? Zeskoczyłam z drzewa i szybko ruszyłam
w głąb lasu zielonych olbrzymów. Ciekawiło mnie to miejsce, było piękne, a
zarazem niebezpieczne. Ten las krył tak wiele tajemnic, a największą z nich
było to co ja tu robię i jak się tu znalazłam? W końcu jeszcze niedawno byłam
na pustyni… Szłam i szłam, aż w końcu wyszłam na taką jakby polanę, a na niebie
zobaczyłam Latające Ryby, które wyglądały jakby płynęły w wodzie, a tak
naprawdę latały po niebie jak ptaki. Wyszłam na środek polany i zakręciłam się
na nim po czym padłam na ziemię. Na mojej twarzy wykwitł piękny uśmiech. Od
dawna się tak nie uśmiechałam. Ten las pozytywnie na mnie wpływał. Momentalnie
odzyskałam wszystkie siły. Teraz nade mną rozpościerało się całe niebo i to
właśnie na nim znalazłam rozwiązanie wszystkich tajemnic. Zobaczyłam dużą,
niebieską planetę. Przed moimi oczami zaczęły przelatywać różne obrazy. Były to
wszystkie ważne i te mniej ważne chwile mojego życia. Całe życie przeleciało mi
przed oczami. Ta planeta, którą właśnie widzę na niebie to moja planeta zwana
Ziemią. To tam się narodziłam i tam żyłam. Byłam strażnikiem mojej wioski
zamiast mojego brata, który zginął. Byłam silna i walczyłam z dumnie uniesioną
głową tak jak uczył mnie ojciec. Wszyscy znali mnie i kochali, a ja kochałam
ich. W moich oczach pojawiły się srebrne łzy. W jaki sposób znalazłam się
tutaj? To była całkowicie inna planeta i zostałam tutaj sprowadzona przez jej władczynię,
która zazdrościła mi mojej urody oraz siły, więc postanowiła mnie ona zabić,
dlatego sprowadziła mnie do swojego świata… Ten świat nosił nazwę „Teatr lalek”.
Ta nazwa wynikała z tego, że okrutna królowa tego świata panowała całkowitą
dyktaturą, a wręcz nie można było nazwać tego w ten sposób to było o wiele
gorsze. Kontrolowała ona wszystkich ludzi na swojej planecie, nie mieli oni
swojego życia i robili wszystko to co ona rozkazała. Czyli zabijali jej wrogów,
czcili ją oraz umierali za nią. Była ona przekonana, że jest niepokonana i
najpiękniejsza w całym wszechświecie. Te myśli przesłaniały jej oczy na to co
tak naprawdę dzieje się wokół niej i na prawdę ukrytą w każdym zakamarku jej świata.
Przez nią ten świat umiera i właśnie taka była prawda. Gdy tak rozmyślałam nie
zauważyłam, że grupa marionetek królowej mnie otoczyła. Otarłam łzy oraz od
razu przyjęłam pozycję bojową i w każdej chwili byłam gotowa do ataku. Ci
wszyscy ludzie pracowali dla niej i miałam z nimi walczyć, ale nagle usłyszałam
głosy ich serc. Tak to była moja zdolność, mogłam słyszeć głosy serc innych
osób. Ich głosy mówiły, że nie chcą tego robić i chcą żyć własnym życiem. Moje
postanowienie stało się jasne, uwolnię ich! Nawet za cenę własnego życia. Nie
mogłam postąpić inaczej po tym co usłyszałam. Królowa kontrolowała ludzi za
pomocą melodii „Szept Wróżki”, którą śpiewała swoim mocnym głosem, który
docierał do każdego zakamarka „Teatru lalek”. To po to były mi te słuchawki z
zagłuszającym dźwiękiem, abym nie słyszała tej przeklętej melodii. Szybkim
ruchem ręki nałożyłam je na uszy i wyciągnęłam jeden z mych mieczy. Każdy z
mieczy miał inną zdolność, ale każda zdolność służyła do walki żadna do obrony.
Jeden miecz tworzył strasznie realistyczne iluzje, które wdzierały się do
umysłu moich przeciwników i niszczyły całkowicie ich umysły. Drugi korzystał z
mocy wszystkich żywiołów i mógł je wykorzystywać w różny sposób. Zaś trzeci
przecinał ciemność w sercach ludzi, którzy byli na tyle słabi, aby pozwolić nad
sobą zapanować. I właśnie do tej walki użyję tego trzeciego. Wydobyłam go z
pochwy, a on zalśnił w bladym świetle księżyca. Było to piękne ostrze o kolorze
głębokiej czerni. Był to tak mocny kolor, że można by w nim utonąć, a to tylko
dlatego że zebrałam nim już wiele ciemności z ludzkich serc, a gdy on ją
pochłaniał, czerniał jeszcze bardziej i stawał się ostrzejszy. Dzięki temu mógł
wchłaniać więcej silniejszej ciemności. Przecięłam mym mieczem wszystkie serca marionetek
królowej, które mnie otoczyły. Uwolniłam ich dusze z ciemności oraz
zablokowałam możliwość kolejnej kontroli. Teraz wszyscy byli naprawdę wolni i
mogli zaznać szczęścia. Teraz pozostało mi tylko rozprawić się z samą królową. Ruszyłam
pewnym krokiem do jej pałacu. Moje oczy odzwierciedlały to co działo się teraz
w mojej duszy, a mianowicie byłam pewna swego zwycięstwa i kroczyłam dumnie,
aby je zdobyć. Doszłam do zamku, przecięłam frontowe drzwi i pobiegłam do sali
tronowej. Nikogo tam nie było. Skoro nie ma jej tutaj to na pewno będzie „tam”.
Szłam cichymi , pewnymi krokami
labiryntem korytarzy, aż dotarłam do celu, a mianowicie do skarbca zamku. Była
tak i leżała dumnie w swojej potężnej to znaczy tłustej postaci. Czekała na
mnie. Kochała swoje bogactwa, dlatego nigdy się z nimi nie rozstawała. Nawet
teraz, gdy miała umrzeć nie zrezygnowała z ich bliskości. Chciała wręcz umrzeć
razem z nimi. Bogactwo łatwo jest zdobyć, ale jeszcze łatwiej jest je stracić. Ona
wraz ze swoim grubym cielskiem powstała, aż ziemia zadrżała pod jej ciężarem. Była
ogromna, można by uznać ją za olbrzymkę, ale ona była tylko zwykłym człowiekiem
za bardzo zadufanym w sobie. I teraz to ona zginie z moich rąk. Nie wybaczę jej
ani nie okażę żadnej litości. Wyciągnęłam mój drugi miecz. Miecz żywiołów
oświetlił swoim blaskiem wszystkie skarby brzydkiej wróżki. Lśnił on pięknym
blaskiem, który zabijał demony. Użyłam na niej pięciu moich najsilniejszych
ataków pięciu żywiołów. Atak żywiołu wody „Wodna Planeta”, ogromna kula cieczy
uderzyła w nią powalając ją na ziemię. Cały pałac niebezpiecznie trząsł się tak
jakby zaraz miał się zawalić. Skoczyłam
wysoko w górę i użyłam ataku żywiołu powietrza „Ostrza wiatru”. Wiatr
przyjmował postać sierpów i uderzał w królową dotkliwie raniąc jej cielsko. Z
ran płynęła szkarłatna, królewska krew. Kolejny atak to atak ziemi „Głaz”. Tym
razem przyzwałam wielki głaz, który wręcz można nazwać górą i zgniotłam nim
wroga, głęboko wbijając go w posadzkę. Ściany zamku nie wytrzymały i cała
budowla runęła. Przecinałam mieczem wszystkie kawałki ścian i sufitu, aż
nareszcie stanęłam na górze pałacowego gruzu. Po dłuższej chwili z resztek
zamku wyłoniła się ręka wróżki, po czym wyszła z gruzów całkowicie. Nie
zaprzestałam moich ataków. Kolej na błyskawicę, atak o nazwie „Deszcz Piorunów”.
W powietrzu pojawiały się wielkie, czarne chmury, z których spadały pioruny „smażąc”
tą kobietę jak wieprzowinę. Ostatni kończący atak to ogień, „Ogień Piekielny”.
Był to czarny płomień, który nie gasnął dopóki nie spalił swego celu na popiół.
Po tej całej serii ataków z królowej została tylko kupka popiołu, który został
rozsypany na cztery strony świata przez jej dawnych podwładnych. Królowa nie
żyje, ludzie są wolni, a ja zmęczona padam na miękką trawę zaraz obok pałacu i
odpoczywam. Nie ma możliwości, abym wróciła do mojego świata, ponieważ tylko
wróżka miała moc przerzucania ludzi między planetami. Muszę zostać tutaj, ale
nie przeszkadza mi to. Wiadomo, że jest mi trochę smutno, ponieważ nie spotkam
mamy, popłynęła pierwsza łza, taty, druga łza i wszystkich ludzi z wioski,
teraz z mych oczu płynął potok łez. Płakałam rzewnie przez chwilę po czym
szybko otarłam łzy i uśmiechnęłam się szeroko. Mimo, że stracę wszystko, nie
spotkam już nikogo nigdy, będę za wszystkimi tęsknić to tutaj w tym świecie
zaczyna się moje życie od nowa. Jest tu naprawdę pięknie, a moja dusza i
wspomnienia zawsze pozostaną na Ziemi i nigdy stamtąd nie znikną. Byłam na to
przygotowana, na rozstanie ze wszystkim co znałam i kochałam. Teraz będę żyć w
tym świecie i nauczę tych wszystkich ludzi co to znaczy wolność i szczęście. Po
prostu zaakceptuję ten psikus głupiego losu i będę dalej żyć szczęśliwie. Czy
jest to piękna historia czy nie zdecydujcie sami…
KONIEC.
Zajebiście to napisałaś! Bardzo mi się podobało, tylko moim zdaniem akcja była nieco za szybko, ta walka była taka jakby jednostronna i mogłyby być dialogi.
OdpowiedzUsuńGrimmjow: Najlepiej wogóle olej jej zdanie bo ona przecież uwielbia się czepiać...
Cichaj~!
Ale nie tylko będę się czepiać... Także czas na pochwały, jej emocje były pięknie opisane, a umiejętności jakie pokazała były fenomenalne i także cudnie opisane. Pomysł z teatrem lalek wręcz niesamowity~!
No dobra lecę czytać jeszcze te "Słońce"
Pozdrawiam i życzę dalszej weny~!
~Natuśka-chan
Kuźde pisałam na złym koncie, normalnie to jestem na Natalia Sieradzka... Gomen
UsuńDziękuję za miły komentarz~! :D
UsuńPozdrawiam Kuro Lady~.;*